Piosenka i po piosence

Kwiecień w pełni, za chwilę trzaskać będą skorupki jajek i lać się będzie woda z wiader, a za mną chodzi ciągle 35. Przegląd Piosenki Aktorskiej. Wczoraj obrazy, dzisiaj słowa. Część z Was zapewne oczekuje jakichś recenzji, ocen spektakli i koncertów, może całego festiwalu. Możliwe, że rozczaruję tę część czytelników, bo recenzji nie będzie. W zamian oferuję odrobinę emocji, klimatu i melancholii.




Ponad dwa tygodnie dłubania przy zdjęciach, by móc się nimi Wam pochwalić, zaowocowały odrobiną rozrzewnienia z mojej strony. Przyznam, że brakuje mi chwil spędzonych ze znajomymi z „fosy” (czym jest fosa opowiem następnym razem) czy teatrów. Śmieję się, że dopadła mnie wiosenna melancholia. Może to ten czas, który spędziłem w biegu sprawił, że czułem dodatkowy zastrzyk energii? Podejrzewam, że część z Was podziela to uczucie.



A samo PPA dostarcza ich równie wiele. Sama chwila odebrania plakietki z akredytacją to przyjemna chwila, jednak… została przyćmiona. Nie wiem ilu z Was było w nowym budynku Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu. Gdy wszedłem tam po raz pierwszy oniemiałem. To, co tam stworzono… ciężko to opisać, to trzeba zobaczyć. Niesamowicie cieszy mnie, że w mieście, które tak uwielbiam powstało takie miejsce. Nie chodzi nawet o niesamowity klimat głównej sceny. Ale o cała przestrzeń, jej wykorzystanie i zaprojektowanie. Łatwo się tam poczuć… jak w domu.



Co mogę rzec o samych spektaklach? Kłamcą bym był, gdybym stwierdził, że wszystko do mnie przemawiało, wszystko mi się podobało i wszystko bym polecił. Kłamcą byłbym również, gdybym stwierdził, że jedynie mała część programu 35. PPA była ciekawa. Na palcach jednej ręki tak naprawdę mogę wymienić te spektakle czy koncerty, które były dla mnie nieciekawe. Ciężko wszakże dogodzić każdemu. Są jednak i takie aspekty, które denerwują. Niezależnie od imprezy, koncertu, festiwalu czy miejsca. Zawsze trafi się kapryśna gwiazda, która miewa humorki. Zawsze fotograf będzie narzekał na miejsce, z którego dane jest mu fotografować. Akurat tę kwestię uważam za trudną do jednoznacznej oceny… bo i fotograf („rzecznik” fanów, dla których zabrakło biletów lub którzy z różnych przyczyn przyjść nie mogli) chce mieć dobre, ciekawe i bliskie kadry, i widz, który siedzi w pierwszym rzędzie chce mieć pełen komfort oglądania od pierwszej chwili. Kwestia dyskusyjna, której tu nie poruszę. W ostatniej chwili zmieniają się też warunki fotografowania lub pojawiają się zakazy. Co na to poradzić? Zagryźć zęby, westchnąć i schować aparat. Nic więcej nie pozostaje. Na tegorocznym PPA też takie momenty się zdarzały. Winą nie obarczam nikogo, ani organizatora, ani artystów. Było, minęło, trzeba żyć dalej. Ciągle jedna czekam na zmianę w podejściu do fotografów, a jak słyszę od przyjaciół, którzy fotografują na innym festiwalu – zły sposób traktowania mediów to rzecz powszednia.



Zdecydowanie jednak PPA raduje. Napawa radością i nadzieją wypchana po brzegi sala, gdzie nie ma ani jednego wolnego miejsca. Przyjemność sprawia obcowanie ze sztuką. Fotograficzny zastrzyk energii daje niesamowita otwartość wielu artystów (ogromne pokłony dla Sambora Dudzińskiego za próbę medialną, Joasi za doskonałą organizację dla mediów oraz dla Agaty, która wspomagała dzielnie fotografów, jako producentka nurtu OFF). Zabawną sytuacja zdarzyła się w trakcie jednej z prób wspominanego nurtu OFF. Artystka podchodzi do nas i pyta, co chcemy by zagrała. Jakąś scenę? A może kilka? A jakie światło chcemy? A może herbaty? Kawy? Cała grupa stanęła jak wryta i zaniemówiła. W końcu ktoś wydukał, że my tak na chwilę, żeby światła trochę i uciekamy szybciutko. Ot, nikt nas nie przyzwyczaił do takiego traktowania.



Reasumując, 35. Przegląd Piosenki Aktorskiej uważam za porównywalny do odwiedzin w mojej ulubionej kawiarni. Otoczenie przyjemne z nęcącymi aromatami. Ludzie mili w obyciu i zostawiający bardzo dobre wrażenie. Podniebienie i oko cieszą się daniami, rachunek nie boli zbytnio kieszeni, a znajomości zawarte w trakcie trwają i się rozwijają. Kończąc te wywody zawiłą metaforą składam również wszem i wobec obietnicę, że jeśli za rok znów spotkam się z przeglądowymi scenami to wytrwam na wieczornych spotkaniach w klubie festiwalowym!

I naprawdę nie da się nigdzie zdobyć tego utworu, odtwarzanego przed każdym spektaklem? Do zobaczenia za rok! A chętnych na większą ilość zdjęć zapraszam do mojego albumu.
Trwa ładowanie komentarzy...