A idźże spod tej sceny!

Gogol Bordello, 2013
Gogol Bordello, 2013 fot. Bartek Janiczek
Praca fotografa podczas koncertów nie należy do łatwych. Nie będzie dzisiaj mowy o koncertach rockowych czy dużych festiwalach plenerowych, one rządzą się swoimi własnymi prawami. Inaczej ma się sprawa w przypadku koncertów w klubach, salach koncertowych i tym podobnych. Zwłaszcza, jeśli muzyka, która płynie ze sceny nie należy do specjalnie głośnych bądź skłaniających widownię do szału. Wtedy zaczynają się schody - dla fotografa, artysty i widza...

Jakiś czas temu rozmawiałem z kilkoma osobami na temat tego, jak postrzegają fotografa podczas koncertu. Część z nich sama robi zdjęcia, część tylko je ogląda, a jeszcze część bywa na koncertach. Zdania oczywiście były podzielone. Fotograf przeszkadza, fotograf jest niepotrzebny na koncercie, fotograf powinien dziękować łaskawie, że ma darmowe wejście na koncert, fotograf powinien wykonywać swoją pracę bez względu na okoliczność. Ale pojawiły się też głosy, że to artystom brak dystansu, że widowni brak empatii i że fotografowi trzeba współczuć. Ciekawe spostrzeżenia, kilka ciekawych rozmów. Pozwólcie, że podzielę się z Wami moimi własnymi przemyśleniami. Ze strony fotografa oczywiście, choć postaram się również wczuć w artystę i widza.





Artysta.

No nie. Znowu ta cholera czatuje mi pod sceną. Znowu będzie mi celował w twarz tym cholernym szkłem, znowu będzie pstrykał. Do diabła, czy on wie jak ta migawka napieprza? A ja tak wczuwam się w swoją muzykę! Szlag by go wziął. Dobra, ten facet w piątym rzędzie, który właśnie odebrał telefon też mnie denerwuje, no ale... no, on zapłacił za bilet, nie? A ten tutaj... dobra, cofam się w na tył sceny. Albo nie - idź już stąd. Tak, powiem to do mikrofonu! Pójdą sobie i już. No, bo przecież widzom też przeszkadzają...

Widz.

O ja pieprzę. Co ten gnój tu robi? Gdzie pod samą scenę? Jak to zdjęcia robi? Co, nie płacił za bilet?! I jeszcze pod nogami mi się kręci? A co tam, kopnę go. Chociaż tak lekko. Bo co, on niby tu pracuje? Fotograf jeden wielki, a ja co, nie mogę? Cholera, za bilet płaciłem! A ten mi tu przeszkadza. To nic, że może tej muzyki nie rozumiem, to nic, że mam cały koncert dla siebie, a on tylko te może trzy utwory. Co, że praca to jest jego? Ludzie, co za praca! Dajcie mi aparat, też takie zdjęcia pstryknę, nie? A, kopnę jeszcze raz...

Fotograf.


Ech... znowu czarne światło? Super. Dobra, ISO w górę i módlmy się żeby chociaż trochę poświecili... O, przepraszam, nie chciałem. Przepraszam, tak, ja tylko na 3 kawałki, przepraszam. O, tylko na chwilkę tu klęknę proszę pani. Nie proszę pana, nie będę tu cały koncert, mamy tyl...o, zaczyna się. Szlag, skurcz w łydce. No, odwróć się, popatrz choć chwilę w obiekt... szlag, który mnie kopnął? Matko, naprawdę mój aparat tak głośno klika? Światło! Wreszcie świecą...co, że to już? Mamy wyjść? Przecież to dopiero drugi kawałek...

Tak, wiem, przerysowane. Ale myślę, że każdy, kto choć raz odgrywał którąś z tych trzech ról odnajdzie coś, co przeżył. Tak, kilka razy mnie kopnięto, szturchano, ciągnięto nawet za włosy. Rozumiem doskonale to, że nas, fotografów koncertowych się nie lubi. I tak, jestem w stanie zrozumieć dlaczego. Zajmujemy miejsce, przeszkadzamy, czasami wymachujemy tymi naszymi długimi obiektywami, zerkamy w nerwach na wyświetlacze w aparatach, modląc się o to, by zdjęcie wyszło. I najlepiej, by było niepowtarzalne. Strzelamy naszymi migawkami, zdarza się, że ktoś lampą błyśnie. Wiem to wszytko. Jednak zastanówmy się teraz jak to wygląda z naszej strony.



Fotograf koncertowy jest najczęściej wysłannikiem danego medium. Medium to promuje dany koncert - tego najczęściej wymagają organizatorzy. Akredytacja w zamian za promocję. Nie można zatem powiedzieć, że taki dokument, jak foto pass, jest darmowy. Płaci się za niego konkretną usługą, która w przeciwnym wypadku byłaby płatna. Nie wiem, jak wygląda to w innych mediach niż te, z którymi miałem przyjemność współpracować, a nie chcę zmyślać. Tak czy inaczej, portale, dla których robiłem i robię zdjęcia, nie pobierają opłat za reklamę koncertów. Wyobraźmy sobie teraz, że fotograf taki idzie robić zdjęcia i... zostaje wygoniony przez artystę. Zatem nie mógł zrobić zdjęć lub zdjęcia takie są w kiepskiej jakości, ponieważ są wykonywane w niedogodnych warunkach (na przykład z końca wielkiej sali). Nie szukam tu zatargu z oświetleniowcami (to temat na osobne przemyślenia), chociaż znam przypadki artystów, którzy są dobrze oświetlani dopiero... po upływie trzech utworów (umowny czas na robienie zdjęć na koncercie). Może zatem artyści powinni, w ramach współpracy i choćby odrobiny zrozumienia, pozwolić tym pełzającym w kurzu i pocie fotografom wykonać te zdjęcia? Sami przecież kiedyś zaczynali, a media pomogły im wypromować ich twórczość.



Widzowie drodzy! Apeluję tutaj do Was o odrobinę zrozumienia. A przede wszystkim chciałbym Wam przekazać kilka informacji, które sprawią (mam taką nadzieję), że lepiej zrozumiecie charakter naszej pracy. Nie, nie wchodzimy na koncert za darmo. To, że nie płacimy za bilet nie oznacza, że wchodzimy za darmo (patrzcie fragment o promocji). Nie wspomnę o koszcie sprzętu i późniejszej pracy ze zdjęciami. Wiedzcie też, że mamy jedynie 3 utwory na wykonanie zdjęć. Po tym czasie, który nierzadko bywa skracany, nie mamy możliwości robienia zdjęć. I koncert jest już tylko wasz! Poza tym wyobraźcie sobie, że nie możecie akurat być na tej imprezie. I, jako oddani fani danego wykonawcy, chcecie się dowiedzieć, jak wyglądał występ. Dzięki nam, fotografom, macie możliwość! Nie chodzi o to, byście nas doceniali. Zrozumcie nas po prostu. To ciężka praca, naprawdę!

I na koniec... koleżanki i koledzy z fosy. Do was też apeluję. Postarajmy się pracować z wyczuciem. Pamiętajmy, że koncert to nie tylko nasza chwila. Panujmy nad migawką, panujmy nad lampą błyskową i tym, jak wiercimy się pod sceną. Bawmy się, wszyscy!
Trwa ładowanie komentarzy...