O autorze
Bartosz Janiczek - Fotograf koncertowy, który nie wyobraża sobie uczestniczenia w koncercie bez możliwości robienia zdjęć. Młody człowiek uwielbiający kontakt z ludźmi i kulturą, odkrywający i próbujący opisać świat za pomocą szklanego oka.

W poszukiwaniu rytmu

Kilka dni minęło od zakończenia tegorocznej edycji Brave Festivalu. Euforia opadła niczym liście jesienią, jednak przyjemność z ciekawie spędzonego czasu została. Duża dawka koncertów, duża dawka spotkań, duża dawka ciekawych ludzi, których spotkałem na swojej drodze. Traktując te dni z dystansu zaczynam spoglądać na festiwal z całkowicie innych perspektyw. I, jak zwykle w takich sytuacjach, budzi to we mnie skłonność do refleksji i przemyśleń.



Nie można kwestionować chyba faktu, że tegoroczny Brave ponownie był doskonały pod względem artystycznym i organizacyjnym. Ukłon tutaj ślę w kierunku osób odpowiedzialnych za organizację. Winogrona macie u mnie zapewnione dożywotnio. Niesamowite koncerty, inspirujące i pełne ciekawych treści spotkania, interesujący i wręcz niespotykanie otwarci ludzie, pełni empatii. Bla bla bla, można tak długo. Brave Festival po prostu zorganizowali profesjonaliści, zaś zaproszeni artyści dali z siebie wszystko. Dosyć odważnym twierdzeniem będzie zdanie "Brave potęgą jest i basta!", jednak w tym przypadku, wysoce subiektywnie, uznaję je za zasadne.





Brave Festival odbył się pod hasłem "Zaginiony rytm". Nawiązuje do rytmu, który został w Europie zapomniany. Tu zrodziły się moje pierwsze refleksje. Jaki rytm? Co to za rytm? Dlaczego zapomniany? Obserwując występy, ale przede wszystkim przyglądając się Brave Meetings, czyli spotkaniom z artystami, doszedłem do wniosku, że Europa nie zapomniała rytmu. Ona się go boi. Może wstydzi. Albo najzwyczajniej czuje, że ten się nie opłaca. O czym mowa? O cieple. Otwartości, empatii, zrozumieniu drugiego człowieka i zwróceniu uwagi na niego, nie na zysk. O łamaniu granic, bez względu na rasę, pochodzenie czy poglądy. Pytanie jednak, czy to Europa zapomniała tego rytmu... czy XXI wiek? Czy mamy odwagę by odnaleźć nasz rytm?



Muzyka jest uniwersalnym językiem, rozwinęła się w każdym miejscu świata, niezależnie od jakichkolwiek barier. Zabolało mnie w trakcie koncertów jednak to, że coraz mniej uwagi zwracamy na to, czym ona jest. Otoczeni hitami, które próbują nam wciskać przy kasie w Empiku bądź nachalnie reklamują w środkach masowego przekazu, zapominamy o pierwotnym charakterze muzyki i śpiewu. Historii, którą niesiebie ze sobą. Uświadomiłem to sobie patrząc na grupę kobiet, które skryte pod wzorzystym szalem przekazywały swoją historię. Może to też objaw zaginionego rytmu? To, że nie potrafimy już słuchać?



Pewien fotograf, z którym rozmowy sobie bardzo cenię, stwierdził kiedyś, że Brave to dla niego cepelia. Poniekąd można się z tym zgodzić. Ludzie, na co dzień zajmujący się gotowaniem w hotelach, pracą w rzeźni lub prowadzeniem domu przywdziewają tradycyjne stroje, tańczą, śpiewają i grają na dawnych instrumentach. Tak, to wszystko prawda. Tak, czasami może to się wydać festyniarskie. Jednak gdy słyszę, że pewna grupa specjalnie na festiwal wróciła do swych tradycyjnych kompozycji, ucząc się ich, zaś po występie widzę radość i niedowierzanie na ich twarzach, gdy cała sala bije brawo na stojąco... Tak, wtedy uważam, że warto. Inaczej festyn zamienimy na centrum handlowe. I nie będzie już odwrotu.



Co tworzy klimat Brave Festivalu? Miejsce? Charakter? Ludzie? Myślę, że to wszystko zmieszane w odpowiedni sposób. Oraz to, co w trwa w ludziach, związanych w jakikolwiek sposób z ideą festiwalu - pragnienie odkrycia nieznanego, podtrzymania tradycji i walki o to, by tradycja nie ustąpiła pola nowoczesności. I wiecie co? Rytm nie zaginął. Śpi w nas i czeka, aż go w sobie obudzimy.

Trwa ładowanie komentarzy...