Igłą po ciele

Jest wtorek. Przedwczoraj zakończyła się moja trzecia konwencja tatuażu, w jakiej brałem udział. Trzecia we Wrocławiu. Emocje trzymają mnie do teraz, ten czas jakoś szybko zleciał. Za szybko. Myślałem o tym, by spisać swoje myśli po przerwie, choćby tygodniowej, ale chyba nie potrafię się powstrzymać i piszę już teraz. Bierzcie i czytajcie z tego wszyscy!



Zaczniemy od spraw przykrych, by móc przejść do spraw przyjemnych. Nie, nie mam zamiaru krytykować konwentu, organizatora, organizacji (Matyldo, jesteś niezastąpiona!), kogokolwiek z odwiedzających czy tatuatorów. Pod tym względem wszystko dopisało i z mojej perspektywy było dopięte na ostatni guzik. No dobrze, nie byłbym fotografem, gdybym nie pomarudził na lekko za słabe oświetlenie podczas pokazu burleski w stylu zombie. Ale to naprawdę jedyny mały minusik. I żadnego więcej nie ma.





Zatem, sprawy przykre to… „hejt”, czyli popularne ostatnimi czasy w sieci wykrzykiwanie inwektyw, krytykowanie, etc. O ile jest to krytyka mająca podstawy bądź krytyka okraszona konstruktywnym podejściem (moja ulubiona!), to jest ona jak najbardziej akceptowalna. Jednak przyznam, że coś się we mnie wywraca, gdy słyszę inwektywy w stylu „komuś brak piątej klepki” – tylko dlatego, że wytatuował się na tej, a nie innej części ciała. Co ciekawe fala tego narzekania została wywołana moim zdjęciem, które wspólnie z koleżanką (pozdrawiam ją tu serdecznie) zrobiłem dla śmiechu. Sporny twór zresztą możecie ujrzeć poniżej. De gustibus non est disputandum. Bo jeśli by przenieść zasadę, a co gorsza formę, krytykowania, to można by bez problemu uznać, że osoby noszące niebieskie buty mają problemy z psychiką, fani blond włosów to idioci, a malujące paznokcie na czarno dziewczyny powinny być leczone. Niebezpieczna droga, którą ja nigdy nie pójdę. Przyznaję, sam nigdy bym sobie nie zrobił kolczyka. Nie podoba mi się to u mnie, nie wyobrażam sobie siebie samego z taką formą ozdoby ciała. Ale szanuję ludzi nawet z ogromnymi tunelami (mimo to nie boję się powiedzieć „wybacz, to nie w moim guście”). To przecież ich ciało, ich wybór i… tak! Ich radość! I nic mi do tego. Życzę odrobiny rozsądku i poszanowania każdemu, kto uznaje innych za „wybryki natury” tylko dlatego, że są inni. A jeśli ten rozsądek nie nadejdzie? Cóż… była kiedyś taka kwestia w filmie pt. „Psy”, gdy główny bohater rozpoczął zabawę ze swym wiernym AK 47…



Z niemiłych rzeczy możemy się już otrzepać, jak pies z kropel wody, i przejść do pozytywów. Po pierwsze cieszy mnie niesłabnące zainteresowanie sztuką, jaką jest tatuaż. Raduje mnie, że w kraju nad Wisłą, który tak często boi się zjawisk wymykających się kanonom, znajdują się organizacje chętne do promowania i wspierania różnych ciekawych idei. Tym razem oczywiście podziękowania należą się marce Cropp, która jest sponsorem tytularnym cyklu konwentów w Polsce. Przyjemnie ogląda się również rodziny z wózkami, które przychodzą obejrzeć to, co się działo w miniony weekend w Browarze Mieszczańskim. Ciekawość to pierwszy stopień nie do piekła, ale do poznania, zrozumienia i zaakceptowania. Byle tak dalej! Dla tych zaś, którzy nie byli polecam więcej zdjęć mojego autorstwa. Tym zresztą, którzy zaszczycili swoją osobą konwent polecam je także. Znajdziecie je TUTAJ.





Ludzie! Przyznam, że rok czekałem by spotkać znów te same gęby, z którymi miło posiedzieć przy piwie, oglądać tatuaże, śmiać się, gadać głupoty i robić sobie zdjęcia. Z roku na rok zresztą grono znajomych się powiększa. Myślę, że magię konwentu budują nie tylko świetne tatuaże, pokazy i inne atrakcje, ale przede wszystkim ludzie, których się tam poznaje. A którzy są niesamowicie otwarci, sympatyczni i pełni luzu. Za to też kocha się konwenty.



Opowiadając wrażenia z Cropp Wrocław Tattoo Konwent nie sposób pominąć wspaniałych występów. Anika Stanclik i Diana Błażków przygotowały barwny i pełen uroku pokaz mody, podczas którego przedstawiły modelki jako lalki. Piękno dziewczyn zmieszane z kunsztem projektantek i charakteryzatorek dało olśniewający efekt. Podobne wrażenie wywołał Zombie Burlesque Show. W tym przypadku brawa należą się Rafałowi HotRodakowi. Urok atrakcyjnych i wytatuowanych kobiet zmieszany z grozą rozkładu… ja to kupuję! Myślę zaś, że cztery występy fińskiej połykaczki mieczy, Lucky Hell, były iskrą na beczce prochu, jaką była wrocławska publiczność. Ociekająca seksem, tryskająca humorem (barrrrrrdzo jednoznacznym), pełna otwartości względem widzów i fotografów. Tak, zdecydowanie pokazy, które zaserwowali artyści i organizatorzy Cropp Tattoo Konwent we Wrocławiu rzuciły mnie na kolana. Zdjęcia z pokazu Lucky Hell zresztą obejrzeć możecie TUTAJ.







Przyznaję, nie mam tatuażu. Zdecydowanie jednak pojawia się tu słowo „jeszcze”. I nie, nie dlatego, że jestem zafascynowany konwencjami i ich klimatem. To chodzi za mną od dawna. Ale zawsze coś staje na przeszkodzie - a to finanse, a to chyba jednak obawa czegoś nieznanego (bo to przecież boli!). Jednak utwierdzam się w przekonaniu, że czas wreszcie wziąć się w garść i zagospodarować pewne miejsca na ciele. A tymczasem już tęsknię do kolejnego spotkania z tuszem, sztuką i niezapomnianymi przeżyciami! Bzzzzzzzz…



Trwa ładowanie komentarzy...